Opublikowano:

Dlaczego TULsie?

Dawno, dawno temu, podczas pewnego pięknego, wrześniowego weekendu, najmłodszy członek naszego teamu postanowił zestresować “starych” nagłym napadem gorączki, kataru, kaszlu, itd.

Po kilku dniach dbania, leczenia, tulenia, noszenia choroba ustąpiła, a w jej miejsce wstąpiło nieco nieporadne i odrobinę sztucznie brzmiące:

Ekhm, ekhmmm, eeeekkkhhhhmmmm!

Tłumacząc “na nasze”, znaczyło to ni mniej, nie więcej:

Mam kaszelek, przyTUL mnie! TULsię do mnie!

head6

Pierwsze tygodnie, a nawet miesiące macierzyństwa bywają przerażające. Tak jak ten kaszel, który w pierwszej chwili przyprawiał nas o stan przedzawałowy, gdy wydawało nam się, że dziecko się krztusi. Dziś okrzepliśmy, nabraliśmy nieco wprawy, nauczeni doświadczeniami staramy się nie panikować, a na sygnał “kaszelku” z uśmiechem reagujemy wyciągniętymi ramionami, gotowymi do przyTULania 🙂

To tylko jedna “przygoda” z naszej codzienności. Mamy ich na koncie więcej, ale to nie czas i miejsce, być może do kilku z nich wrócimy na blogu za jakiś czas. Teraz skupiamy się na przekładaniu wiedzy, doświadczeń, obserwacji na wnioski, które w postaci produktów i usług znajdziesz w TULsie.pl.

Każdą propozycję w TULsie.pl poddajemy trójstopniowej weryfikacji, podczas której oceniamy (koniecznie jednogłośnie) m.in. jakość, funkcjonalność, design oraz przystępność cenową. Do każdego produktu postaramy się dodać komentarz, uzasadnienie lub recenzję. Każdy produkt gości w TULsie.pl, ponieważ uważamy, że zasługuje na Twoją uwagę, bo może usprawnić i ulepszyć pierwsze tygodnie, miesiące, a nawet lata z brzdącem na pokładzie. W TULsie.pl przedstawiamy Ci tylko to, z czego sami korzystamy lub co wybralibyśmy dla naszej ekipy, co byłoby dla nas dobre, ładne i niekoniecznie najdroższe na świecie 😉

Uwaga! Pamiętaj proszę, że nie narzucamy Ci rad ani naszego sposobu myślenia (sami też tego nie lubimy). Otwieramy przed Tobą zakątek pełen naszych osobistych przeżyć i doświadczeń. Jeśli tylko masz potrzebę i ochotę, zapraszamy, TULsię!

Miłego!
Aga, Marcin, Kot

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.